Władysław
Lubomirski

Urodzony 1 stycznia 1866 roku w Warszawie
Zmarł 29 października 1934 roku w Inzersdorfie koło Wiednia

Rodzice: Eugeniusz Adolf Lubomirski i Róża z Zamoyskich herbu Jelito
Żona: Elżbieta baronówna De Vaux
Dzieci: Leonia Róża Elżbieta Lubomirska, Róża Elżbieta Maria z Lubomirskich Potocka, Eugeniusz Karol Maria Lubomirski-de Vaux, Stefan Kazimierz, Władysław Lubomirski

Władysław był synem księcia Eugeniusza Adolfa Lubomirskiego, właściciela Kruszyny. Przeszedł do historii jako znany mecenas sztuki, był także podróżnikiem, kompozytorem i miłośnikiem koni. 

Edukację odebrał w Zakładzie Naukowo-Wychowawczym Ojców Jezuitów w Chyrowie. Następnie udał się na studia do Paryża. W młodości wiele podróżował. W latach 90. wraz z braćmi poświęcił się stadninie w Kruszynie (następnie w Widzowie). Realizował tym samym swoją wielką pasję do hodowli rasowych koni i do jeździectwa.

Książę interesował się muzyką, grał na instrumentach i komponował ze słuchu, jednak dopiero jako dojrzały mężczyzna, w wieku 40 lat, poświęcił się nauce muzyki. Kształcił się pod okiem Grzegorza Fitelberga. Następnie studiował w wiedeńskim konserwatorium pod kierunkiem Roberta Fuchsa. Część utworów muzycznych księcia Władysława nie zostało wydanych, pozostały jedynie manuskryptami. Skomponował Symfonię fantastyczną, Preludium orkiestrowe, Marsz na wielką orkiestrę , Poemat w trzech częściach czy Symfonię F-moll, wydaną w Lipsku, wystawioną w Warszawie i w Birmingham. Jednym z głośniejszych dzieł była operetka Die liebe Unschuld wydana pod pseudonimem W. Lirski, wystawiona w Wiedniu w 1912 roku.

Jednak to doświadczenie Księcia zdobyte w Warszawie u Fitelberga i zawarte wówczas znajomości z młodymi polskimi muzykami miały największy wpływ na rozwój muzyki polskiej.  

W 1905 r. grupa młodych kompozytorów, Różycki, Szeluto i Fitelberg nazwana „Młodą Polską w muzyce”, założyła w Berlinie Spółkę Nakładową Młodych Kompozytorów Polskich. Jej celem było popieranie nowej muzyki polskiej poprzez jej wydawanie i wykonywanie. W latach 1906–08 w Warszawie i Berlinie odbyły się pierwsze koncerty kompozytorskie członków spółki.

…Co do szczegółów założenia Spółki Nakładowej, to pierwsze kompozycje wydane pod tą firmą były moje, fundusz na ich wydanie ofiarował pan Konstanty Sarnecki, wiolonczelista i obywatel z Podola, następnie była wydana Sonata Fitelberga (skrzypcowa) z dochodu pierwszego koncertu Spółki Nakładowej urządzonego w lecie 1905 w Zakopanem. Udział przyjmowali: Fitelberg (skrzypce), Różycki i Szeluto (fortepian), kompozycje moje, Szeluty, Fitelberga i Szymanowskiego. Koncert, choć urządzony nie na wielką skalę, ważnym jest o tyle, iż kompozytorowie związani w Spółkę pierwszy raz wystąpili oficjalnie jako grupa Spółka Nakładowa Kompozytorów Polskich, oprócz tego pierwszy raz zostały publicznie wykonane kompozycje Szymanowskiego i Szeluty, moje i Fitelberga były już poprzednio wykonywane w Warszawskiej Filharmonii. (Ludomir Różycki do Zdzisława Jachimeckiego w Krakowie, 20. II. 1907)

Nieobecny wówczas w Berlinie Szymanowski został dokooptowany do Spółki, a Fitelberga poznał osobiście dopiero w styczniu 1906. Wówczas również spółka została zasilana stałymi środkami finansowymi przekazywanymi przez Księcia Władysława Lubomirskiego. Celem Spółki miało być wydawanie utworów młodych twórców polskich oraz organizacja koncertów nowej muzyki polskiej. Pierwsze koncerty w Warszawie (Filharmonia 6 i 9 II 1906, 19 IV 1907) oraz w Berlinie (30 III 1906 i 21 III 1907) zwróciły uwagę świata muzycznego na młodych kompozytorów, którzy od początku spotykali się z krytyką (np. Aleksandra Polińskiego), ale też z entuzjastycznym przyjęciem m.in. Adolfa Chybińskiego i Zdzisława Jachimeckiego, który w jednej z recenzji pisał:

Z prawdziwym podziwem patrzymy na tych kompozytorów, którzy z odwagą kroczą po drodze prowadzącej do przybytków prawdziwej sztuki. O dążeniach takich mówią nam dzieła kilku młodych muzyków polskich, związanych w towarzystwo do wydawania utworów swoich członków. Spółka nakładowa zaznajomiła nas z kilku talentami, pełnymi siły i zapału, a jeśli nie wszystkie kompozycje mogą nam wykazać zupełnie wyrównane, refleksyjne umysły twórcze, to już sam ferment, którego są dowodem, świadczy, że zrodziły się kompozycje te w sercach płomiennych, nie zaś w zastygłych komórkach mózgów szablonowych wyrobników. Jak z wydanych dzieł wnioskować można, najpoważniejszym talentem spomiędzy członków Spółki jest Karol Szymanowski. (…) Jego preludia, etiudy i wariacje (na fortepian) mają przede wszystkim tę wielką zaletę, że zrywają z przestarzałymi pojęciami o pięknie w muzyce (…) Nie lękamy się twierdzić, że twórczość Szymanowskiego będzie jedną z najjaśniejszych chwil w historii muzyki polskiej.(Z. Jachimecki, Muzyka w Polsce w: „Polska, obrazy, opisy”, praca zbiorowa, Lwów, 1907).

Oponenci natomiast często zarzucali młodym twórcom zbytne uleganie wzorom obcym i nadmierny „modernizm”:

Kierunek wszakże p. Fitelberga żadnym prawom nie podlega i podlegać nie może, ponieważ wiedzie przez puszcze państwa Kakofonii, które jak wiadomo znajduje się już za granicami państwa Muzyki. Wprawdzie w tej krainie uprawiają muzykę, ale tylko „kocią” . Do tego właśnie rodzaju muzyki zaliczam „symfonię” p. Fitelberga. […] Zarówno p. Szymanowski, jak i p. Różycki znajdują się obecnie w sferze wpływu jakiegoś złego ducha, który ich twórczość deprawuje, stara się wyzuć z oryginalności indywidualnej i narodowej i przemienić w papugi niezdarnie naśladujące głosy Wagnera i Straussa. Sądzę jednak, że ci dwaj młodzi artyści dla muzyki ojczystej nie będą straceni.(A. Poliński, Młoda Polska w muzyce w: „Kurier Warszawski” 22. IV.1907. nr 110)

Nie był to jednak jedyny wkład Władysława Lubomirskiego w rozwój polskiej muzyki, książę zasłużył się bowiem także w dziejach Filharmonii Warszawskiej, zbudowanej w latach 1900–1901. Wraz z Leopoldem Kronenbergiem i Maurycym Zamoyskim był jednym z jej głównych fundatorów. Jednak już po kilku latach działania instytucji wskutek rozrzutnej polityki zarząd popadł w poważne tarapaty finansowe. Nie pomogło nawet dzierżawienie budynku. Sytuację pogarszał niechętny stosunek dyrekcji do młodych kompozytorów i ich nowatorskiej twórczości. W sezonie 1909/1910 zarząd zrezygnował z organizacji koncertów, budynek Filharmonii zaś był zagrożony licytacją. Na domiar złego z powodu niewłaściwego doboru repertuaru i dyrygentów drastycznie spadła frekwencja na koncertach. Sytuację uratował Książę, który przez cały sezon 1909/1910 opłacał całą orkiestrę Filharmonii, która koncertowała pod kierunkiem Grzegorza Fitelberga jako Warszawska Orkiestra Symfoniczna Władysława księcia Lubomirskiego. Nowa nazwa, młodzi muzycy i nowy repertuar przyciągnęły na nowo rzesze słuchaczy i zainteresowały polską arystokrację. Książę na potrzeby sezonu zamówił nowe kompozycje oraz zakupił nuty dla orkiestry, które na wniosek Stowarzyszenia Artystów Orkiestry Filharmonii Warszawskiej, wraz z finansowanymi przez siebie wydaniom Spółki Nakładową Młodych Kompozytorów Polskich, przekazał mu w darze.

Księżna Leonia wspomniała także rozmowę z Arturem Rubinsteinem – który zaprzyjaźnił się z nią i jej rodzeństwem – iż swoją światową, błyskotliwą karierę zawdzięcza przede wszystkim jej ojcu, jego wpływom i hojności. Do grona muzyków wspomaganych przez księcia Władysława należał także utalentowany skrzypek Paweł Kochański, przyjaciel jego syna – księcia Eugeniusza Lubomirskiego-de Vaux – z którym miał okazję spędzić wiele czasu, pracując w USA w latach 20. XX wieku.

Księżna Leonia wspominała, że jej ojciec miał pewien magnetyzm – swego rodzaju urok osobisty, umiejętność przekonywania i zjednywania sobie ludzkiej przychylności oraz niekwestionowanej sympatii.

Jak wspominał Artur Rubinstein, jego znajomość z księciem Lubomirskim zaczęła się, gdy po pewnym udanym koncercie młodego artysty książę wszedł za kulisy, aby pogratulować mu udanego występu. Ten zaś podziękował arystokracie za jego wkład w rozwój polskiej muzyki. Kolejne sukcesy święcił w Filharmonii Warszawskiej w pamiętnym sezonie 1909/1910. Niestety, jak wielu młodych muzyków, tak też i wybitny pianista zetknął się z kłopotami finansowymi, które zmusiły go do wzięcia pożyczki w lombardzie pod zastaw szpilki do krawatu z perłą i złotego zegarka. Dowiedziawszy się z gazety o przyjeździe księcia Władysława do Warszawy, udał się do Hotelu Europejskiego, gdzie książę miał się spotkać ze swoim bratem, Stanisławem Sebastianem. Tak oto Rubinstein opisał owo spotkanie w pamiętniku:

W porze obiadowej wkroczyłem więc do restauracji Hotelu Europejskiego z miną człowieka, na którego czekają przyjaciele, gdy nagle rozległ się donośny głos:

– Panie Arturze, co pan porabia w Warszawie?

Był to właśnie książę; siedział przy stoliku z bratem i jeszcze jednym mężczyzną. Przywitałem się, udając ogromne zaskoczenie.

– Czeka na rozpoczęcie sezonu koncertowego w Filharmonii – powiedziałem.

– Ależ pan powinien być słuchany w wielkich miastach, w Berlinie, Wiedniu, Rzymie, Paryżu. Siedzenie w Warszawie nie przystoi pańskiemu wielkiemu talentowi.

– Byłbym bardzo szczęśliwy, gdybym mógł pójść za radą księcia, ale dla mnie to niemożliwe – powiedziałem, dając do zrozumienia, ile kosztowałoby zorganizowanie w tych miastach koncertów artysty jeszcze nie powszechnie znanego. – Chyba że książę zechciałby zostać moim impresariem – dodałem żartobliwie.

– A dlaczegóż by nie? – odparł z całą powagą. – Złożę w banku mego brata depozyt w wysokości dziesięciu tysięcy rubli [5000 dolarów]. Może pan czerpać z tej sumy na pokrycie wydatków związanych z koncertami. – I nie tracąc czasu, przelał to porozumienie na papier, podpisał i wręczył trzeciemu z siedzących przy stoliku, dyrektorowi banku Lubomirskich, panu Gintonowi.

– Za pańskie powodzenie! – Wznieśli na moją cześć toast ostatkiem wina. […]

Byłem w siódmym niebie. To była najpiękniejsza chwila w moim życiu! Teraz już nie będę musiał się o nic troszczyć! A jak się Pola ucieszy! Ale choć to może wydawać się dziwne, gdzieś w zakamarkach podświadomości już od dawna wiedziałem, że to się stanie. Od chwili, gdy książę po raz pierwszy słuchał mojej gry, wyczuwałem, że istnieje między nami jakaś tajemna nić porozumienia.

Książę Władysław miał okazję przekonać się o niekwestionowanym talencie młodego pianisty. Rubinstein wspominał swój wielki triumf podczas koncertu w Krakowie w 1910 roku, związanego z obchodami 100. rocznicy urodzin Fryderyka Chopina. Bilety zostały wyprzedane niezwykle szybko, a pod wpływem zachwyconej publiczności Rubinstein musiał czterokrotnie bisować. Radość i satysfakcja młodego artysty była tym większa, że na sali obecny był książę Władysław Lubomirski. Rubinstein pisał:

Książę przyszedł za kulisy; promieniał dumą i był rzeczywiście wzruszony moją grą.

– Bravo, bravissimo, panie Arturze – wołał. – Jakże jestem szczęśliwy, że znalazłem się w tym dniu w Krakowie. Proszę przyjść jutro na obiad… Mam z panem wiele spraw do omówienia.

Nie mógłbym sobie wymarzyć nic lepszego.

Niemniej ciekawy jest także opis obiadu i spotkania z rodziną Lubomirskich.

Książę wraz z rodziną mieszkał w Rajczy, rozległym majątku w Galicji, większość czasu spędzał w Wiedniu, gdzie w sezonie wyścigowym jego konie brały udział w gonitwach. Do Krakowa rodzina Lubomirskich zjeżdżała na karnawał i to tłumaczyło jego obecność na koncercie.

Obiad odbywał się w przestronnym mieszkaniu w centrum miasta. Księżna, wiedenka ze znakomitej rodziny, dama o wielkim sercu, przedstawiła mnie czwórce swych dzieci: dwóm chłopcom i dwóm dziewczynkom; cała ta czwórka stanowiła uroczy, bezpośredni i wesoły kwartet. W trakcie obiadu książę, przybierając pozę zawodowego impresaria, zapytał:

– Jak było w Berlinie? Na jakie miasta teraz kolej? Kiedy pan zagra w Wiedniu?

Odpowiadałem wymijająco, nie chcąc się zbytnio angażować. Czekałem, aż nadejdzie odpowiedni moment.

– Nawiasem mówiąc – ciągnął dalej książę – dzwoniła do mnie hrabina Betka Potocka; chciałaby, żeby w przeddzień koncertu zagrał pan w jej lwowskim pałacu. Obiecałem jej dać odpowiedź dziś po południu.

– Książę zechce łaskawie decydować za mnie, zrobię, jak książę uważa – powiedziałem.

Po obiedzie książę poprosił mnie do swego gabinetu, a gdy otrzymał połączenie telefoniczne ze Lwowem, poprosił do aparatu hrabinę. Doskonale pamiętam jego część rozmowy.

– Hallo, Betka… Tak, jest u mnie, przyjmuje zaproszenie na kolację i zagra dla twoich gości… Nie, nie zależy mu na prezentach, potrzebuje pieniędzy… jego honorarium za prywatny koncert wynosi trzy tysiące koron [600 dolarów]. Co? Za drogo? Stać cię na zapłacenie sumy dziesięciokrotnie wyższej! Nie, nie, nie! Może przyjść na kolację, ale grał nie będzie. – I z wściekłością cisnął słuchawkę na widełki. – Taka bogaczka! Jest właścicielką najpiękniejszego zamku w Europie, ma pięćdziesiąt osób służby w liberii, w Wiedniu i Rzymie żyje jak królowa, ale jest zbyt skąpa, żeby artyście zapłacić godziwe honorarium! Ale dałem jej nauczkę, no nie? – Roześmiał się bardzo z siebie zadowolony. […] [Jak pokazał czas, Rubinstein nie odrzucił zaproszenia od Potockich i za namową biesiadników wystąpił podczas kolacji pomimo braku jakiegokolwiek honorarium]. Przede wszystkim chciałbym, żeby w Wiedniu zadebiutował pan w wielkim stylu: z orkiestrą i wiedeńskim dyrygentem. Czy wie pan, jak się do tego zabrać?

Sprawa była prosta. Mój impresario, Dropiowski, proponował mi już swoje usługi w związku z koncertami za granicą, zwłaszcza w Wiedniu, gdzie miał dobre stosunki. Książę Władysław powierzył mu zajęcie się wszystkimi przygotowaniami, gwarantując pokrycie wydatków, a Dropiowskiemu udało się już na lutowy termin zarezerwować najlepszą w Wiedniu Musikvereinsaal oraz znakomitą Tonkünstler-Orchester z dyrygentem Oskarem Nedbalem. Książę był zadowolony:

– Będę tam – powiedział.

Tak też się stało. Książę Władysław i jego krewni spotkali się z Arturem Rubinsteinem w Wiedniu, gdzie odniósł niemały sukces. Odbyła się tu kolejna kolacja wydana przez Lubomirskich na cześć pianisty, zaproszono także księżnę Marię Lubomirską z córkami.

Rubinstein opisuje dalej kolację, którą Lubomirscy wydali na cześć młodego muzyka. Wśród zaproszonych gości pojawił się hrabia Aleksander Skrzyński, Polak z Galicji, podówczas attaché ambasady austriackiej w Watykanie, właściciel pól naftowych, ponadto człowiek niezwykle muzykalny i inteligentny. Rubinstein przyznał, że wszystkie szczegóły na temat Skrzyńskiego poznał dzięki księżnej Lubomirskiej. Pianista wykonał kilka utworów Wagnera i Chopina, czym bardzo przypodobał się młodemu hrabiemu, który zgodnie z sugestią księcia Władysława obiecał zorganizować Rubinsteinowi koncert w Rzymie. Pomimo pewnych kłopotów koncert w Rzymie stał się faktem. Sam książę Władysław zakupił dla młodego artysty bilet kolejowy pierwszej klasy w obydwie strony, a także zorganizował kolejny zagraniczny koncert, tym razem w Berlinie.

Tymczasem Szymanowski, szybko uznany za najzdolniejszego z grupy nazwanej „Młodą Polską w muzyce”, znalazł wybitnych wykonawców swoich utworów w osobach wspieranych przez Księcia finansowo tj. Pawła Kochańskiego, Artura Rubinsteina, Stanisławy Szymanowskiej i Grzegorza Fitelberga. Jego renomę utrwaliły nagrody na konkursach kompozytorskich: w 1903 w Warszawie wyróżnienie za Sześć preludiów (nr 1, 3, 5, 7, 9 z op. 1 i nie umieszczone w tym zbiorze Preludium cis-moll), w 1909 jedna z 10 nagród na konkursie w Berlinie za Preludium i fugę, w 1910 we Lwowie 1. nagroda za I Sonatę fortepianową. W latach 1911-1913 Szymanowski często przebywał w Wiedniu, a nawet przez pół roku mieszkał tam razem z Fitelbergiem, który 1912-1913 był dyrygentem w Hofoper. Nie bez znaczenia był tu również fakt, iż było to najczęstsze miejsce zamieszkiwania Księcia. 18 I 1912 odbył się pierwszy koncert kompozytorski Szymanowskiego w Wiedniu, na którym wykonano II Symfonię op. 19 i II Sonatę fort. op. 21; 31 III tegoż roku zawarł za wstawiennictwem Księcia Władysława i przy Jego zaangażowaniu finansowym, dziesięcioletni kontrakt wydawniczy z firmą Universal Edition.  Jeszcze w 1912 r. zawarto również kontrakt z firmą Universal Edition, na cykl koncertów muzyki polskiej w Wiedniu.

Stałe subwencje od Księcia, pozwalały Szymanowskiemu komponować i koncertować po całym świecie. Pod koniec marca 1914 Szymanowski razem z przyjacielem, Stefanem Spiessem odbył dzięki środkom Mecenasa podróż do Włoch, na Sycylię i do płn. Afryki (Algier, Biskra, Tunis) – wyprawa ta stała się z jednym najintensywniejszych doświadczeń jego młodości, źródłem niezwykle silnych i różnorodnych inspiracji, które odmienić miały oblicze jego twórczości; w drodze powrotnej zatrzymał się w Rzymie, potem w Paryżu (na zaproszenie kompozytora Charlesa Cuvilliera), a czerwcu i lipcu 1914 przebywał w Londynie. Według relacji Fitelberga i księżnej Leonii (córki księcia Władysława) Książę miał wyznaczyć Szymanowskiemu roczną pensję w wysokości 6000 rubli.

Po 1918 roku książę Władysław zaangażował się w sprawy polityczne. Nowo odrodzone państwo polskie z trudem budowało struktury administracji i organizowało zagraniczne przedstawicielstwa. W tym czasie książę Lubomirski na własną rękę prowadził korespondencję dyplomatyczną z głowami państw zachodnich, między innymi z premierem Francji Georges’em Clemenceau i królem Hiszpanii Alfonsem XIII. Na arenie międzynarodowej bronił przynależności do Polski Gdańska i Górnego Śląska. Występował także w polsko-litewskich sporach granicznych oraz dbał o promocję Polski poprzez prezentacje Artystyczne.

Utrzymywał żywe kontakty z ostatnim cesarzem Austro-Węgier, błogosławionym Karolem I. Ów, przebywając po detronizacji na emigracji w Szwajcarii, zlecał księciu Władysławowi liczne zadania. Wspominano księcia jako osobę, która potrafiła oddziaływać na innych, jako świetnego mówcę i urodzonego dyplomatę. Szerokie kontakty dyplomatyczne Księcia umożliwiały Jego podopiecznym, nie tylko Szymanowskiemu, koncertować na całym świecie.

W czasie I wojny światowej Szymanowski przebywał w Tymoszówce, odwiedzając od czasu do czasu Kijów, Petersburg i Moskwę. W 1919 r. kompozytor przyjechał do niepodległej już Polski. Na przełomie lat 1920 i 21 odbył dzięki kontaktom dyplomatycznym Księcia Władysława swą pierwszą podróż do Stanów Zjednoczonych wraz z pozostałymi, dziś by nazwanymi „stypendystami” Księcia, Pawłem Kochańskim i Arturem Rubinsteinem i osiągając znaczny sukces.

Lata 1922–26 znaczą się wieloma światowymi wykonaniami dzieł Szymanowskiego: w Paryżu, Londynie, Wiedniu, Trieście, Wenecji, Salzburgu, Pradze, Berlinie, Nowym Jorku, Filadelfii, Chicago. W latach 1927–29 był Szymanowski dyrektorem warszawskiego Konserwatorium. Pozbawiony od 1929 r. stałej subwencji od Księcia utrzymuje się z pensji rektora warszawskiej Akademii Muzycznej oraz występuje jako pianista ze swą IV Symfonią w całej Europie.

Książę Władysław doznał udaru mózgu pod koniec 1928 r. Nigdy nie uwolnił się od skutków choroby. Stracił pamięć i nie poznawał swoich najbliższych. Zmarł w wieku 68 lat, 29 października 1934 roku w szpitalu w Inzersdorfie nieopodal Wiednia. Został pochowany obok swoich przodków i krewnych w kościele ojców Dominikanów w Krakowie.